Oto mój blog. Tu zapisywane są zdarzenia z mojego życia, tego prawdziwego jak i wirtualnego. Możesz też skorzystać z RSS.
03.12.2008
19:13
28.11.2008
23:44

Ukończyłem niedawno Mass Effect... i jestem z tego bardzo zadowolony. Z samej gry jak i przebiegu rozgrywki. No... może nie tak do końca, bo po wizycie forum gry widzę, że gdzieś mnie ominęła połowa zabawy... Sam nie wiem jak.
Miała tu być szczegółowa recenzja, ale podczas wpisywania coś zwaliłem i poszło się paść. Niestety... nie chce mi się tego odtwarzać. Może zwielokrotnione wrażenia zapiszę, gdy zagram drugi raz, a zrobię to na pewno. Gra jest świetna... przynajmniej dla mnie.
Ponieważ "nagle skończyły mi się gry", a w Bioshock w towarzystwie rodziny jakoś nie da się grać, sięgnąłem po Halo 3. Yh... Beznamiętnie przeszedłem kilka początkowych rozdziałów... i tak samo beznamiętnie odłożyłem spowrotem na półkę.
27.11.2008
12:59

Ahhh... Udało się jednak poderwać twardą Ashley. Jak widać, nawet najtwardsze sztuki potrzebują chwili... "słabości" (działa w obie strony). Przynajmniej jakieś dobre zakończenie ostatnich wydarzeń i utraty jednego z członków załogi, co było okupione ciężką decyzją. Teraz pozostało przeć do przodu i uratować... świat.
Co do prawości to staram się być dobrym żołnierzem wykonującym swój zawód nalepiej jak może. Zwykle staram się być bezstronny... ale jak na razie otrzymałem "medal" za ponad 75% "idealizmu" w postawie. Eh... życie...
23.11.2008
18:06
09.11.2008
20:48
Ufff... Dotarli na Celeor! Bez większych przygód, jedynie wśród zapachów zęzy. Teraz siedzą w portowej kantynie i kombinują jak zdobyć pieniądze potrzebne na dalszą podróż na północ, a wynajęcie okrętu płynącego do Surry to nie tania sprawa.
Ale jak to powiedziała obeznana w lokalnych zwyczajach Gin, praca sama do nich przyjdzie.
09.11.2008
11:12

Na pocieszenie po Bondzie rozegraliśmy wczoraj mecz CTF w Doom TBG. Drużyna Niebieskich (Ciepły i Patrys) pokonała drużynę Czerwonych (Jarvis i Maverick) 2:0. Najbardziej malowniczym momentem meczu był, klasyczny już na tej arenie, szturm przez Marsa, gdzie Maverick strzelając, w akcie desperacji, z bazooki pozabijał graczy obu drużyn.
Mecz rozegrany był na skorygowanej mapie CTF Cyclone.
09.11.2008
10:16

Po obejrzeniu najnowszej odsłony przygód agenta 007 mam podobnie mieszane uczucia jak po najnowszym Indianie Jones. Może nie mieszane, wstrząśnięte.
Aktualnie wszystkie filmy o super bohaterach wszelakiej maści robione są tak by ich pokazać bardziej ludzkich, bliższych zwykłemu człowiekowi. Nadal są "super", ale... tak nie do końca. Moda ta powoduje zmianę koncepcji postaci i całej otoczki jaka im towarzyszyła. Na początku nie przekonany do tego zabiegu jakim został poddany choćby Batman, ostatecznie stwierdziłem, że może nawet taka wizja Człowieka Nietoperza ujdzie... Niestety w przypadku Bonda to nie przejdzie.
Nie mam nic do zarzucenia kreacji Daniela Craiga, ale całej reszcie sporo.
To co lubiłem w Bondach, to globalne zagrożenia ze strony szalonego naukowca przestępcy/super tajnej organizacji/ogarniętego manią władzy absolutnej multimilionera. Zawsze były to wyraźne kreacje, łatwo identyfikowane z celem "zniszczenia ładu na świecie". Następną rzeczą która wyróżniała 007, to gadżety. Oczywiście nie stanowiły esencji filmu, ale bardzo go urozmaicały i zawsze czekałem z niecierpliwością co też nowego się pojawi. Niektóre były zbyt kosmiczne inne po prostu ciekawe, ale były... Na koniec ostatni aspekt... kobiety i "ponton na środku oceanu". Tego wszystkiego w najnowszej odsłonie zwyczajnie... nie ma!
Nie czepiałem się Casino Royall, bo to historia "jak James został agentem" i trzeba było przełknąć jakoś konwencje. Quantum od Solace to niestety historia "jak James się mści, ale sam nie wie na kim i za co".
To pierwszy Bond, gdzie wszyscy mają gadżety, tylko nie Bond. To pierwszy Bond, gdzie M zamiast charyzmatycznej przywódczyni MI6 zostaje sprowadzona do roli niezdecydowanej starszej pani, której nikt o niczym nie informuje. To pierwszy Bond, w którym "główny zły" wygląda jak handlarz narkotykami z Columbii i równie dobrze by się sprawdził w serialu Miami Vice. To pierwszy Bond, w którym "super organizacja" jest tak przekombinowana, że tak naprawdę nie wiadomo co robi, i czemu oraz dla czego w ogóle jest... jako szare i niewyraźne tło. To pierwszy Bond... bez Q (świętej pamięci).
Jeżeli proces "uczłowieczania" superbohaterów będzie szedł w tym kierunku, to ja pozostanę przy klasyce w postaci Seana Connery, Rogera Moore oraz Piercea Brosnana.
21.10.2008
21:42

Oto się stało. Nareszcie uruchomiłem mały serwis poświęcony uniwersum Nova RPG, w które grywamy od kilku już ładnych lat. Ponieważ projekt jako taki został zamknięty... teraz sam na spokojnie, nigdzie się nie spiesząc, będę wrzucał swoje "złote myśli" i wyjaśniał "niezrozumiałe".
Zapraszam do Domvorlden Thershyat (Homeworld Research), czyli Nova Designer Log.
10.10.2008
22:45

Zacznę od tego, że nie przepadam za wszelakiego rodzaju skrajnościami. Dla tego też nie jestem purystą walczącym o spójność i jedność uniwersum Star Wars, ale... mam swoje zasady...
Być może Moc pokazana w klasycznej trylogii (4-6) jest mało spektakularna ale pozostaje w sferze mistycznej. Na pewno ta zaprezentowana w trylogii dokręconej "dla zabawy" (1-3) wygląda lepiej i jesst na dodatek użyteczna... choć straciła na swej wielkości i mistycyzmie.
Nie przeczę, że w tak zwanym Expanded Universe były osoby potrafiące Mocą zdeżać gwiazdy i sprowadzać statki z orbit, tak, że każdy dotychczas znany bohater przy nich staje się mały, ale dzięki temu Legenda Mocy rosła...
Właśnie... prawie każdy, do teraz. Podejście do Mocy zaprezentowane w Force Unleashed to czysty Over Power i wyzucie Mocy z jakichkolwiek zasad. Już widzę sesje RPG z Jedi miażdzącymni AT-ST (dobra, Luke sprowadził do parteru AT-AT), miotającymi armiami przeciwników na lewo i prawo...
...ale...
...naprawdę miałem frajdę z tej "potęgi" i możliwości jakie daje. To bardzo przyjemne uczucie, gdy uzmysławiasz sobie, że nie ma sensu wpadać na przeciwnika z ligsaberem w dłoni... wystrczy go rzucić o ścianę. To właśnie powoduje, że mimo całkowitego braku akceptacji wizji jaką ta gra serwuje, z miłą chęcią grałem i będę grał i raż pozwolę sobie na "bycie złym".
28.09.2008
12:48

Wczorajsza rozgrywka w Dungeoneer była emocjonująca. Dawno nie było walki bezpośredniej między bohaterami, w której tym razem zasłynął Twillight i ostatecznie... wygrał.
Na uwagę zasługuje także... Dreszczur, bohater walk, nieustraszone zwierze, które dobiło Jarvisa. Dreszczur górą!!!